Przeanalizujmy te gówno warte rady coachów od budowania Instagrama i rozwijania marki osobistej. Jak raz wejdziecie w taki filmik albo za długo będziecie oglądać taką jedną rolkę, to później będzie was atakować z każdej jednej strony i to potrafi trochę usiąść na bani.
✨PUBLIKUJ REGULARNIE✨
Pierwsza rzecz, jaką słyszymy, to: „publikuj regularnie.” Są tezy, że najlepiej codziennie, a ostatnio trafiłam nawet na opinię, że idealnie byłoby dwa razy dziennie. Problem w tym, że większość osób, które chcą rozwijać swoje konto na Instagramie, nie ma do dyspozycji całej doby – pracują na pełen etat, mają swoje obowiązki, życie, studia, dzieci, dom. I serio, kto przy takim trybie ma czas tworzyć dwie sensowne rolki dziennie?
Już jedna porządna rolka dziennie to naprawdę spore wyzwanie. Dlatego nie nakładajmy na siebie presji, że koniecznie trzeba wrzucać coś raz czy dwa razy dziennie, żeby konto się rozwinęło – bo to po prostu nieprawda. Regularność i częstotliwość nie są ważniejsze niż jakość.
Jeśli jesteś w stanie stworzyć jedną dobrą rolkę tygodniowo – to właśnie ją rób. Lepiej, żeby to była wartościowa, przemyślana treść, niż żeby była jedną z miliona przypadkowych rolek, wrzuconych tylko po to, żeby „coś było”, bo przecież jak nie wrzucę, to zasięgi spadną. Paradoksalnie – zasięgi spadną szybciej, jeśli będziesz wrzucać coś kiepskiego i niespójnego.
Presja publikowania x razy w tygodniu prowadzi bardzo często do szybkiego wypalenia i zniechęcenia do tworzenia w ogóle. A tego przecież nikt nie chce – ani Ty, ani Twoi odbiorcy.
✨SKOMPLIKOWANE ZASADY, KTÓRE NIE MAJĄ SENSU✨
Według niektórych coachów pod każdą rolką koniecznie musisz umieścić dokładnie 18 hashtagów i 14 słów kluczowych. No cóż… nie. Prawda jest taka, że temat hashtagów od lat budzi sporo kontrowersji. Jedni twierdzą, że absolutnie już nie działają, inni, że działają świetnie. A ja? Ja nie wiem, czy działają. Ale ich używam.
Używam ich, bo… od kiedy pamiętam Instagrama, to zawsze były. Próbowałam różnych kombinacji – z liczbą, z rodzajem – i dalej w statystykach widzę, że część osób faktycznie trafia do mnie przez hashtagi. Więc wydaje mi się, że warto dodać kilka, ale nie trzeba robić z tego nauki ścisłej. To nie jest tak, że jak wrzucisz 3 hashtagi zamiast 4 albo 14 zamiast 16, to twoja rolka przepadnie w czeluściach internetu. Jest milion czynników wpływających na zasięg, a hashtagi to tylko jeden z nich – i to raczej nie najważniejszy.
Dlatego, żeby uporządkować ten temat i trochę odczarować te coachingowe przekazy:
👉 wrzucaj tyle hashtagów, ile jesteś w stanie wymyślić sensownych,
👉 unikaj bardzo popularnych – jeśli hashtag ma kilka milionów użyć, to wrzucenie posta z takim oznaczeniem nic Ci nie da. W tych milionach Twój wpis po prostu zniknie,
👉 celuj w hashtagi, które mają od kilkudziesięciu tysięcy do kilkuset tysięcy użyć – one są bardziej niszowe, ale też bardziej skuteczne
Przykład? W kontencie siłownianym #gym ma gigantyczną konkurencję, ale już #treningnasiłowni albo #treningcardio to zupełnie inna bajka – mniejsza liczba użyć, ale większa szansa, że dotrzesz do faktycznie zainteresowanych osób.
To działa trochę jak podpowiedź algorytmu – jeśli ktoś ogląda treści oznaczone konkretnym, niszowym hashtagiem, to większa szansa, że wyświetli mu się też Twój content, który ma ten sam tag.
✨ZASTANÓW SIĘ NAD SWOJĄ GRUPĄ DOCELOWĄ✨
Teraz coś, o czym chyba jeszcze żaden instagramowy coach nie mówił, a co według mnie jest turbo istotne. Jeśli chcecie docierać do nowych odbiorców, to nie możecie używać dokładnie tych samych metod, które sprawdzają się na obecnych. Brzmi zagmatwanie? Już tłumaczę.
Weźmy mój przykład. Tworzę treści wokół body positive, body neutrality, normalności ciała, treningów z głową, bez fit obsesji, bez bikini body i „redukcji na lato”. Ale prawda jest taka, że większość dziewczyn, które mnie obserwują, to osoby z historią diet, głodówek, restrykcji i katowania się na siłowni. Albo jeszcze w tym tkwią. I mój content często jest dla nich czymś, co pyka – takim „kurczę, może faktycznie przesadzam, może warto spojrzeć inaczej”.
Ale żeby moje rolki o fałdkach, normalnych ciałach i luzie w głowie w ogóle trafiły do takich osób, to muszą najpierw im się wyświetlić. A to oznacza, że muszę trochę nagiąć strategię.
Jeśli wrzucę tylko #bodypositive, #selfacceptance, #normalneciało – to one nie trafią do osób, które w tym momencie scrollują kontent typu „5 sposobów na kaloryfer” albo „najlepszy sprzęt na pośladki”. Więc oprócz tych moich standardowych hashtagów, wrzucam też #zdrowadieta, #treningposladków, #odchudzanie, #redukcja, #zdroweprzepisy – bo tam siedzą ludzie, do których chcę dotrzeć.
To nie jest clickbait. Mój content pośrednio tego dotyczy – ale pokazuje inną perspektywę. I dzięki temu istnieje szansa, że trafi do kogoś, kto akurat bardzo potrzebuje zobaczyć coś mniej restrykcyjnego i bardziej życzliwego wobec ciała.
Podsumowując:
✔ Hashtagi – nie tylko precyzyjne, ale też celowane w osoby, do których chcesz dotrzeć
✔ Nie ma magicznej liczby tagów, słów kluczowych, długości rolki
✔ Jeśli wrzucasz coś tylko po to, żeby spełnić 10 zasad samozwańczego coacha, to blokujesz swoją kreatywność i swobodę
✔ Algorytmy się zmieniają. Dzisiaj kochają 90-sekundowe rolki, jutro będą faworyzować 12-sekundowe.
✔ Twórz to, co masz w głowie. Krótkie czy długie – ważne, że twoje.
✨DŁUGOŚĆ TREŚCI✨
Skoro już przyjęłam strukturę: jedna chujowa rada kołcza, jedna moja dobra rada, to przechodzimy do kolejnego punktu – długość rolek.
Bardzo często widzę, że rolki są po prostu za długie. Ale nie dlatego, że temat tego wymagał. Tylko dlatego, że zostały wypełnione niepotrzebnymi rzeczami, które wcale nie muszą się tam znaleźć.
Jest taka złota zasada w projektowaniu graficznym – np. przy tworzeniu logo – że nie tworzy się go tak, żeby zawsze coś można było jeszcze dodać (listek, kropeczka, kwiatuszek), tylko tak, żeby nic już nie można było odjąć. Żeby zostało tylko to, co niezbędne.
Tą samą zasadą kieruję się przy montażu rolek. YouTube to jeszcze co innego – ludzie często puszczają sobie coś w tle, robią coś równolegle, więc można tam wrzucić trochę pauz i luzu. Ale TikTok i Instagram? To już zupełnie inna rozmowa.
Pokolenie TikToka – a więc większość naszych widzów – straciło zdolność skupienia na dłuższy czas. Tam liczy się dynamika. Każdy zbędny moment, każda pauza, każda niepotrzebna wstawka to ryzyko, że odbiorca przeskoczy dalej.
I to nie jest żadna teoria coachingowa – to po prostu rzeczywistość. Zróbcie sobie test na sobie samych: ile dajecie filmowi czasu, zanim przewiniecie dalej? 2–3 sekundy? No właśnie.
Więc jeśli w tych 2–3 sekundach zaczynam od „Cześć, jestem Karolina, tworzę content o siłowni, ciałopozytywności i normalnych ciałach…” – to już jest po widzu. On nie zdąży się dowiedzieć nawet o czym ta rolka będzie, bo już go nie ma.
Nie chodzi o to, żeby walić clickbaitem. Chodzi o to, żeby przechodzić do rzeczy. Bez dłużyzn, bez wstępów, bez: „na początku chcę wam powiedzieć”, „a zanim przejdę do tematu…” – bo nikt nie czeka.
Dlatego każdą moją rolkę tnę bezlitośnie. Wycinam wszystko, co zbędne – nawet 0,3–0,4 sekundy przerwy między słowami. Jak nagrasz 30 sekund, ale usuniesz wszystkie niepotrzebne pauzy, to nagle masz 20 dynamicznych, konkretnych sekund.
Oczywiście nie chodzi o to, żeby wszystko było pocięte na mikroskopijne skrawki tak, że mózg boli od oglądania. Po prostu: usuń wszystko, co nie wnosi niczego do treści.
Na YouTube, w podcaście, we wpisie blogowym – tam możesz sobie pozwolić na rozgadanie. Ale Instagram, TikTok, Shorts – to zupełnie inna publiczność. Tam odbiorcy chcą szybko wiedzieć, czy to coś dla nich.
Podsumowując: długość rolki nie ma aż takiego znaczenia. Może być krótka, może być długa – ale musi być treściwa. Jeśli nie da się już nic z niej odjąć, to znaczy, że jest dobrze.
✨CALL TO SRAKSZON✨
Kolejna rzecz, którą coachowie od social mediów kochają i promują, to konieczność wrzucania call to action – czyli tych magicznych formułek: „zaobserwuj mnie”, „zostaw komentarz”, „kliknij serduszko”, „wejdź na profil”.
Powiem szczerze: jest kilka rzeczy, które mnie wyjątkowo odpychają na Instagramie i to jest jedna z nich. Jeśli w każdej rolce ktoś wciska „zostaw serduszko” albo „napisz coś w komentarzu”, to czuję się, jakby bardziej zależało mu na statystykach niż na treści.
Jeśli coś mi się podoba, to zostawię serduszko. Jeśli mam coś do powiedzenia – skomentuję. Jeśli chcę kogoś obserwować – wejdę na jego profil i zdecyduję, czy mnie interesuje. Nie trzeba mnie do tego namawiać w co drugim zdaniu.
Może to tylko moje podejście – może są osoby, na które to działa – ale mam wrażenie, że dla wielu osób to już po prostu brzmi oklepanie i desperacko. Może lepiej skupić się na tym, żeby tworzyć tak ciekawe i wartościowe treści, że odbiorcy sami z siebie będą chcieli kliknąć „obserwuj”, zostawić komentarz czy polubić?
Zamiast mówić: „zostaw komentarz”, stwórzmy coś, co aż się prosi o reakcję. Coś, co powoduje, że pierwsze, co odbiorca robi po obejrzeniu, to zjeżdża do sekcji komentarzy, żeby się wypowiedzieć, bo ta treść naprawdę go ruszyła.
Nie stosuję wymuszonych call to action i… jakoś mam zasięgi, serduszka, komentarze i obserwacje. Czasem zadaję pytanie w poście, ale wynika to z tematu i naturalnego flow rozmowy. Nie robię tego na siłę – nie pytam o dodatki do owsianki, wrzucając selfie z siłowni tylko po to, żeby ludzie coś napisali.
Więc – CTA jest spoko, ale pod jednym warunkiem: że wynika z natury posta, z Waszego profilu, z prawdziwej chęci rozmowy. Jeśli zadajecie pytanie – bądźcie w tej dyskusji obecni. Reagujcie, odpowiadajcie, budujcie relację. Bo jeśli odbiorca widzi tylko swoje pytanie i brak reakcji od twórcy, to ma wrażenie, że nie jest dla Was osobą, tylko statystyką.
Podsumowując: wymuszone call to action jest be. Naturalna interakcja – super. A najlepsze jest to CTA, którego nawet nie trzeba nazywać CTA – po prostu wynika z treści i z tego, że jesteście autentyczni.
✨TRENDUJĄCA MUZYKA✨
Teraz jeden z moich ulubionych wątków: trendująca muzyka.
Kiedy wpadłam w wir oglądania rolek coachingowych o tym, jak budować markę osobistą i rozwijać swoje social media, to był absolutny hit. W każdej drugiej rolce:
„Użyj tego audio TERAZ, póki ma tylko 300 wyświetleń”,
„Jump on this trending sound!”,
„Ta muzyka wybije Twoją rolkę!”
Powstawały nawet całe profile poświęcone wyłącznie przewidywaniu, która piosenka za chwilę będzie trendować – i trzeba ją wrzucić natychmiast, bo „to Twoja szansa”.
No cóż… moja rolka się nie wybije tylko dlatego, że wrzucę do niej modną piosenkę. Jeśli sama treść nie jest ciekawa, wartościowa albo nie ma potencjału viralowego – żadne audio jej nie uratuje.
Zdarza się, że wybijają się rolki bez muzyki albo z taką, która ma już miliony użyć, więc teoretycznie nie jest już „trending”. A jednak – działa.
Okej, przyjęło się, że jeśli dana piosenka ma od kilkuset do kilku tysięcy użyć i to szybko rośnie, to „niedługo będzie trendować”.
Może tak. A może nie.
Użyjesz? Może się wybije. Może nie.
To, czy Twoja muzyka działa, zależy nie od tego, czy jest „trending”, tylko czy PASUJE do Twojej rolki.
Jeśli na przykład aktualnie trenduje melancholijny kawałek, a Ty wrzucasz dynamiczne, zabawne ujęcie – to co z tego, że muzyka jest modna, skoro kompletnie nie pasuje do treści?
Dlatego zamiast wciskać „bo trenduje”, używaj tego, co nadaje Twojej rolce klimat. Co wzmacnia przekaz. Co dodaje emocji.
A jeśli przy okazji jest trendujące? Super.
Ale jak nie – to też dobrze.
✨SPAMOWANIE INNYM TWÓRCOM✨
Kolejna klasyczna rada z uniwersum Instagramowych coachów:
„Bądź aktywny na innych profilach ze swojej niszy.”
Czyli: codziennie rób spacerek po kilkudziesięciu kontach tworzących fit-content i zostawiaj komentarze pod ich najnowszymi postami.
Wchodź w interakcje z innymi twórcami i z ich odbiorcami. Buduj relacje. Blablabla.
No dobra – brzmi sensownie… ale tylko w teorii.
Bo jeśli obserwuję kogoś i faktycznie lubię jego treści, to i tak skomentuję – naturalnie, spontanicznie.
Ale kiedyś, zanim jeszcze przepadłam na dobre w socialach, próbowałam robić te polecane „rundy po profilach”.
I czasami naprawdę… nie miałam już pomysłu, jak można po raz kolejny skomentować przepis na owsiankę.
„Wygląda super”?
„Ale bym zjadła”?
„Ślinka cieknie”?
To się zaczęło się robić sztuczne, wymuszone, komentowałam na siłę, tylko po to, żeby „zostawić ślad”, bo tak mówił insta-coach.
Nie wiem, jak Wy, ale ja bym nie chciała, żeby ludzie zostawiali komentarze pod moimi postami tylko po to, żeby się im odwdzięczyć.
A przecież taka jest realna motywacja za tą strategią: daję komentarz – oczekuję lajka, komentarza, obserwacji w zamian. Tak w sumie to jest tylko trochę bardziej elegancka wersja starego dobrego #l4l i #f4f.
Tylko teraz nie piszemy tego wprost, tylko robimy „rundkę po obserwowanych” i zostawiamy łapki z intencją:
no skomentuj też, no polajkuj, najlepiej zaobserwuj…
Ja osobiście wolę zostawiać komentarze tam, gdzie naprawdę mam coś do powiedzenia.
Gdzie naprawdę mnie coś poruszyło, rozbawiło, zaciekawiło.
I kompletnie nie zależy mi na tym, czy ta osoba do mnie wróci, czy nie.
Fajnie jest mieć kontakt z twórcami z tej samej niszy – ale to nie znaczy, że trzeba to robić na pokaz.
Najczęściej te kontakty mam po prostu przez wiadomości prywatne – po reakcji na story, po wymianie zdań o czymś konkretnym. I to nie jest widoczne na profilu, ale to są realne relacje.
Jedyny moment, w którym uważam, że ta strategia może mieć sens, to na samym początku, gdy dopiero zaczynacie tworzyć i macie niewielkie zasięgi.
Wtedy można wejść w odpowiednie hashtagi, szukać twórców o podobnym profilu i faktycznie zacząć się udzielać.
Ale z intencją poznania ludzi i budowania czegoś więcej, a nie tylko klepania komentarzy, żeby zgarnąć coś w zamian.
Bo jeśli chodzi tylko o to, żeby ktoś się odwdzięczył – to naprawdę lepiej sobie darować.
✨PODSUMOWUJĄC✨
Podsumowując – budowanie profilu w social media to nie gra w bingo, gdzie musisz odhaczyć wszystkie „must-do” coacha, żeby wygrać zasięgi. Nie chodzi o to, żeby publikować codziennie, wciskać na siłę CTA, komentować każdą owsiankę w Internecie i jeszcze użyć magicznej muzyczki z 372 wyświetleniami. Chodzi o autentyczność, regularność dopasowaną do Twojego życia i tworzenie treści, z których Ty sama jesteś zadowolona. Bo to przyciąga ludzi bardziej niż checklisty z TikToka.
Twórz tak, jak chcesz – nie tak jak „trzeba”.