O tym jak okłamałam swoich odbiorców, czyli współprace na instagramie w pigułce 🙂
To zredagowana transkrypcja filmiku z września 2024. Redakcja ma miejsce w kwietniu 2025 – sześć miesięcy i 150 tysięcy obserwujących później, więc jest zabawnie XD
Zgodnie z obietnicą zapraszam na Q&A w formie, w której będę mogła się dużo bardziej rozgadać niż w kafelkach na Instastory, a wiem, że temat współprac zawsze jest dla Was interesujący.
Ten wpis znajdziecie w formie wideo tutaj: Współprace na instagramie – okłamałam widzów?
Pytanie 1: kiedyś miałaś jedną, maksymalnie dwie współprace. Byłaś przeciwna ich większej ilości. Mówiłaś o tym. Opowiesz, co się zmieniło? Teraz tego dość sporo u ciebie. Co jest sprzeczne z tym, jakie miałaś podejście rok czy dwa lata temu? Trochę to wpływa na zaufanie, jak ktoś cię obserwuje od początku.
To fakt, że na początku tego profilu, nawet na bardzo jego początku, wrzucałam story z pytaniem “co sądzicie o współpracach influencerów?”. Byłam ciekawa opinii i dużo, dużo dyskusji wywiązało się w DM. Wspólna konkluzja w większości była taka, że jak to jest twórca, którego lubimy, wprowadza nam fajne treści, a przy okazji ma jakąś reklamę, która pasuje do tego, co on tam robi, to nawet się cieszymy, że może coś z tej swojej działalności mieć. No bo wiadomo, że poświęca na tworzenie treści czas, energię i zaangażowanie.
Moja pierwsza współpraca, jaka się pojawiła, to była współpraca z markami odzieży sportowej. To było dosyć logiczne, no bo content to była głównie siłownia i pokazywanie siebie. Bardzo długo tworząc Instagrama, czyli przez pierwsze około >2 lata, pracowałam na pełen etat – na początku na siłowni, później w korpo. Instagrama robiłam po godzinach. Zajmowało to czas? Tak, ale lubiłam to, więc to robiłam. Nie miałam nic przeciwko temu, że przy okazji pojawiła się opcja współpracy. Na początku oczywiście barteru, który i tak mnie cieszył, bo był to etap, gdzie oszczędzałam na czym mogłam i kupienie sobie kolejnej pary leggingsów to było raczej takie pytanie siebie “czy na pewno ich potrzebuję? No niby tak, ale może jeszcze wytrzymam tych, co mam”. Później jak jeszcze pojawiła się opcja zarobku z tej współpracy, na początku niewielkiego ale jednak – to cieszyło przeogromnie, bo dobrze wiemy, jak dodatkowe kilkaset złotych może na koniec miesiąca wpłynąć na nasz budżet. A ja stawiałam wtedy swoje pierwsze kroki na rynku pracy, więc kokosów nie zarabiałam.
Wraz z rozwojem konta, na który nie da się ukryć, że zapracowałam sobie dosyć solidną i ciężką pracą (bo nie miałam tego „szczęścia” urodzić się sławna albo zrobić czegoś głupiego lub “viralowego”, w bardziej czy mniej etyczny sposób, żeby stać się sławna xd), sytuacja zaczęła się rozwijać. Tych propozycji pojawiało się coraz więcej. I nie zmieniło się to na przestrzeni ostatnich dwóch lat, że ja 97,5% propozycji odrzucam, bo są bardzo często sprzeczne z tym, co robię. Case study: kiedyś dostałam propozycję od firmy kosmetycznej. Wiecie na czym polega mój content – „body positive, akceptujcie się, dbajcie o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne, ale nie zażynajcie się itd., to jest normalne mieć celulit i fałdki”. Dostaję propozycje od firmy zajmującej się kosmetykami, że wypuścili nową linię kosmetyków, która nazywa się XXX (nie powiem jak, bo jeszcze odgadnie ktoś albo oni, ale generalnie nazwa od razu kojarzyła się z odchudzaniem). To była linia kosmetyków antycelulitowych. Chcieli, żebym pokazała w formie daily vloga swoją rutynę pielęgnacyjną w rytmie body positive, zawierającą smarowanie się kremem antycelulitowym. Tego typu propozycje są codziennością, więc to jest absolutnie logiczne, że są od razu odrzucane.
Inną dużą ilością propozycji, jaką jestem zasypywana to suple. Już dawno powiedziałam sobie, że supli nie będę reklamować. Co innego, jakby firma suplami miała podejście “no to im powiedz, że warto suplementować kreatynę i witaminę D”, ale tam najczęściej wymogiem jest to, że trzeba reklamować jak leci. Najbardziej egzotyczne rodzaje supli, które nikomu do niczego nie są potrzebne, a mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc i wciskanie supli na absolutnie każdą dolegliwość. Nie chciałabym tego robić, nie umiałabym tego robić. Takie propozycje też odrzucam. I odrzucam też mnóstwo takich, do których może i swoim kreatywnym łbem mogłabym wymyślić na ten temat jakąś reklamę, ale nijak by się to miało do tego, co ja na tym profilu robię. Biorąc współprace tego typu stała bym się takim słupem reklamowym, który tu reklamuje proszek do prania, tu karmę dla kotów (i to suchą), to pionowe generatory turbin wiatrowych. W takich sytuacjach branie współpracy na swój profil odpada, czasami – jeśli firma jest sensowna – proponuję firmom stworzenie materiału UGC na ich profil. No ale większości firm chodzi o moje zasięgi, a nie o moje umiejętności tworzenia filmów (chociaż one też są przyzwoite i nie miałabym nic przeciwko zmonetyzowaniu ich), więc mało kto się na to decyduje.
Gdybym brała wszystko jak leci, to spokojnie mogłabym leżeć teraz na plaży na Malediwach tonąc w pieniądzach. I nie mówię tego, żeby zrobić z siebie jakąś bohaterkę że co to ja nie jestem bo nie biorę wszystkich propozycji, tylko po prostu mówię jak jest. Jakby się chciało, to mając już nawet te 50,000+ obserwacji i jakieś spoko zaangażowanie na profilu, to można robić naprawdę duże pieniądze. Tylko że zawsze jest coś kosztem czegoś. Mi się zawsze wydawało, że to może być takie błędne koło na zasadzie: zacznę brać więcej współprac, bo mam takie propozycje, ale więcej współprac i to takich bezsensownych oznacza, że ludzie pójdą sobie z profilu, więc nie będzie już tam tyle ludzi, więc nie będzie tylu propozycji współpracy i mogę się tak kręcić w kółko. Przestanę brać współpracę, ludzie przyjdą, zacznę brać współpracę, ludzie odejdą. No więc mądrze i dojrzale (ego alert) doszłam do wniosku, że trzeba mieć w tym jakieś wyczucie i jakiś złoty środek znaleźć. Natomiast konkluzji takiej, że współprace są absolutnie złe i absolutnie za wszelką cenę powinno się unikać nigdy u mnie nie było. Owszem, było śmianie się głośno i donośnie z profili w stylu “hej kochani, dostałam krem od firmy takiej i takiej i on sprawił, że moja cera jest lśniąca, promienna, pierdu pierdu”. Pewnie kojarzycie te materiały – pokazanie tego kremu, gdzie widać jeszcze, że jest oryginalnie zapakowany, że nawet nie został otwarty. Wiecie, współpraca w której po prostu widać, że to jest tylko dla pieniędzy i bez szacunku do odbiorcy, ten produkt nie był używany, a już jest bardzo zachwalany. Czyli jesteśmy oszukiwani na zasadzie “wcale tego nie używałam/nie sprawdziło się, tak jak mówię, że się sprawdziło, ale muszę Wam to polecić, bo za to mi płacą”.
Bardzo popularne w pewnym momencie było odpakowywanie legginsów nowej kolekcji jakiejś marki i mówienie to są najlepsze legginsy, jakie kiedykolwiek miało się na sobie. Ja ten tekst mówię często i mówię go zawsze tym samym tonem i to jest dokładnie ten sam ton, jaki usłyszałam kiedyś u influencerki, DUŻEJ fit influencerki, kilka razy z rzędu przy każdej nowej kolekcji. Odpakowując legginsy z paczki albo mając jeszcze metkę na nich, mówione było, że są najlepsze, jakie kiedykolwiek miała i że świetnie się sprawdzały na treningach. No przecież nie możemy tego wiedzieć po nawet jednym treningu XD trzeba przetestować na kilku, sprawdzić czy nie kulkują się po pierwszym praniu… więc tak, takie współprace uważam za bardzo niefajne i podejmowanie się czegoś takiego uważam za bardzo źle świadczące o twórcy. Stosunkowo łatwo się można tutaj zagubić, bo kiedy widzisz, że możesz mieć naprawdę duże pieniądze za naprawdę niedużo roboty, może być ciężko po to nie sięgnąć. Szczególnie, jeśli nie jesteśmy w wybitnie dobrej sytuacji finansowej na przykład.
Wracając więc do tego umiaru i co do informacji, że u mnie jest tego teraz więcej: Fakt, na początku to była tylko jedna, przez chwilę dwie firmy z odzieżą sportową i te reklamy wplatały się przeważnie bardzo naturalnie.
Przykładowo, współpraca z MyProtein trwa od lipca 2023 i wiem, że byliście ogromnie zadowoleni z ich produktów, rozmiarówka tam pozwalała w wielu modelach na to, żeby każdy sobie znalazł coś dla siebie i ogólnie szeroki przekrój asortymentu, niezależnie czy potrzebujesz torby sportowej, czy potrzebujesz supli, czy ubrań, czy czegokolwiek, to tam się mogło znaleźć w naprawdę fajnej jakości i w bardzo fajnych cenach. Po ilości zakupów z mojego linku, wiem, że zainteresowanie było przeogromne, szczególnie w okresach np. Black Friday czy Impact Weeku, gdzie naprawdę dało się za bardzo małe pieniądze coś złapać, a zakupy z linku to jest prawdopodobnie tylko część tego, co widziałam. Przypuszczam, że drugie tyle osób – nie wiem, obstawiam tylko, bo do tych statystyk nie mam dostępu – nie używało linku tylko samego kodu, żeby sobie zredukować cenę zamówienia. Przypuszczam, że tego też było dużo, więc tutaj wiem, że ta współpraca była bardzo pozytywnie przez Was odbierana i przeze mnie też, bo uwielbiałam korzystać z tych przedmiotów i nadal z reguły chodzę cała z góry w MyProtein, od czerwca 2024 na zmianę z Carpatree XD
Więc właśnie to się stało moim warunkiem rozważania wzięcia jakiejkolwiek współpracy – że to wyjdzie naturalnie. Na przykład – nagrywam daily vloga, na którym pokazuję po prostu jakieś swoje czynności, przy okazji w opisie informuję, że ta bluza i te spodenki były z MyProtein, jeśli chcecie, to tutaj macie mój kod, mój link. Pokazuję kadry body positive, np. pozowane vs niepozowane, czyli jest dosłownie informacja tylko o tym, nie ma na końcu rolki chamskiej reklamy, że z moim kodem rabatowym bla bla bla, tylko informuję w opisie, że jeśli jesteście zainteresowani, to outfit jest z Carpatree. To się stało moim warunkiem i z tego jestem zadowolona na dwóch płaszczyznach:
Po pierwsze, reklamy jakie robiłam były takie, że niezależnie od tego jaki to był format rolki, ta reklama nie wpływała na przekaz. Nieważne jakiej marki miałam na sobie aktualnie ciuchy, to treść pozostawała merytoryczna. Dzięki temu jeśli kogoś interesowało tylko to, żeby oglądać sobie kadry “Instagram vs Reality”, albo zapisać sobie karuzelę z ćwiczeniami, to niezależnie od tego, czy była to współpraca czy nie, ta treść była dla tego odbiorcy interesująca. Jeśli przy okazji uzna, że podoba mu się ciuch, który mam na sobie, to w opisie może znaleźć informacje z jakiej firmy to jest + znajdzie mój kod rabatowy, no i też od razu widzi, jak te ciuchy wyglądają na co dzień, bez pozowania. To nie było chamskie rzucanie współpracami na prawo i lewo, a naturalne, wręcz niezauważalnie dla niezainteresowanych. Takie reklamy zawsze były u mnie, właśnie takie chciałam robić, że ja mogę dać wartość cały czas. Niezależnie czy współpraca czy nie, to i tak bym zrobiła to jako posta, tylko w jakichś tam no-name’owych legginsach, albo w czymkolwiek. Po prostu wartością byłoby to, że wiecie jak zrobić trening albo że wiecie, żeby nie nienawidzić się za cellulit.
Po drugie, że mam z tego zarobek. Zawsze mówię, że praca influencera nie jest ciężka, nie jest jakaś katorżnicza, no bo absolutnie nie jest (kwiecień 2025: Karolina nadal podtrzymuje to zdanie). To jest prosta, elastyczna praca, w której naprawdę nie można powiedzieć, że jest ciężko, ale tak jak zawsze mówię – jest pracą, czas zajmuje. Może i zajmuje go w taki sposób, że leżę na kanapie i montuję rolkę – ale jeśli mogę jeszcze przy okazji mieć tego montowania dodatkowo coś miłego do budżetu domowego na waciki, to bardzo mnie ta opcja satysfakcjonuje.
Myślę, że zdecydowana większość osób to rozumiała, dlatego nigdy nie pojawiały się żadne jakieś negatywne odbiory odnośnie moich współprac. Natomiast takim jednym z pierwszych red flagów był moment, kiedy wzięłam współpracę, którą wydawało mi się, że będę w stanie zrobić jako reklamę produktową na zasadzie: hej, to jest takie i takie, kupujcie, zajebiście. Owszem, była zrobiona ładnie, estetycznie, miła dla oka i tak dalej, ale przy tej współpracy już czułam, że gdyby tego typu treści było u mnie dużo, to ja przestałabym być taką personą w internecie, jaką chciałabym być. Dlatego zostałam przy swoich stałych współpracach, czyli odzież sportowa, MyProtein, Carpatree i Wielorazówka. (kwiecień 2025: jeszcze catering ntfy <3)
Działałam dalej utrzymując rozsądne proporcje kontentu reklamowego i cały czas pozostając przy tym, że rolki nie są tworzone na zasadzie “to jest krem, który naprawił wszystkie moje problemy”, tylko na zasadzie robimy daily vloga, na którym przy okazji widzicie, jak smaruję morde kremem przez kilka sekund i przy okazji widać jego logo i przy okazji w opisie jest informacja o tym kremie. Krem jest tutaj metaforyczny, nie reklamowałam raczej kremów, które miałyby naprawić wszystkie problemy. Jak taki istnieje, to bardzo chętnie bym go na własny użytek posiadła.
Podjęłam decyzję, którą podzieliłam się na kanale nadawczym chwilę po tym, jak dostałam możliwość stworzenia go XD że zostaję tylko przy swoich stałych współpracach, natomiast jak chodzi o takie jednorazowe, na zasadzie zrób nam jedną rolkę czy jednego posta, czy set story, no to odmawiam i jedyne, co mogę zaproponować takim markom, to stworzenie wideo na zasadzie UGC, czyli że korzystając z swoich umiejętności kreatywności nagrywania, montażu oferuję markom coś takiego – zrobię dla nich filmik na ich użytek, ale ja tego do siebie na kanał nie wrzucam – i z tą opcją czułam się z nią bardzo ok.
Tutaj jest właśnie moment, do którego zmierza ten cały bardzo długi monolog, czyli – nie dotrzymałam tego słowa o zmianie planów, tylko zaczęły się pojawiać u mnie współprace reklamowe jednorazowe, których mówiłam, że podejmować się nie będę. Czy uważam, że źle zrobiłam podejmując się ich? Nie, bo one były w porządku, były w rytmie tego, co moje konto pokazuje i były to firmy chcące promować wartości, jakie ja na swoim koncie promuję. Czy to są współprace, które są zgodne ze mną? Tak, jak najbardziej i uważam, że to jest jedno z mojego głównego założenia, czyli przekazuję jakąś treść, niosę coś wartościowego dla odbiorcy tym materiałem, niezależnie od tego, jakie ubranie mam na sobie, czy co jest oznaczone i tak odbiorca może sobie coś dla siebie “zabrać”, a przy okazji jest to reklama, ale przy okazji. Fajny przykład to post reklamowy zrobiony z Anwen. Pierwszym był właśnie daily vlog, na którym pokazane było użycie tych produktów do włosów. Drugim świadczeniem był post-karuzela, tam było chyba 7 czy 8 kafelków o self care absoutnie niezwiązanym z Anwen, i tylko jeden kafelek – ostatni – zawierał jakiekolwiek wspomnienia o produktach Anwen (no i było o nich wspomniane w opisie). Wydaje mi się, że w ten sposób zrobiona reklama nie boli. (kwiecień 2025: dosłownie dzisiaj wrzucam bardzo podobną karuzelę dla Carpatree, więc dalej działam w rytmie tych samych zasad :D)
Mimo wszystko, tak jak mówię, nie było w porządku to, że powiedziałam, że tak nie będzie, a to było, no bo to było jednak powiedzenie, że możecie się u mnie spodziewać x, a pokazałam później x plus y, gdzie y ktoś niekoniecznie mógł chcieć oczekiwać. Nie oszukujmy się, propozycje reklamowe spływają dlatego, że ilość odbiorców jest duża, a ilość odbiorców jest duża, bo za konkretną rzecz mnie cenią. Jeśli mówię jedno, a robię drugie, to mogłoby doprowadzić do błędnego koła, gdzie tracę zaufanie odbiorców, więc automatycznie tracę też propozycje współpracy.
Czemu więc zdecydowałam się na większą ilość tychże współprac? No właśnie dlatego, że byłam w stanie wpasować to w content tak, że ten content cały czas się kręcił wokół tego, czego chcę, żeby się kręcił, a przy okazji – nie oszukujmy się i nie dopisujmy do tego wielkiej idei – miałam z tego zarobek. Miałam i mam dalej, więc tutaj płynnie nawiążę do kolejnego pytania, czyli:
Pytanie 2: Tak się zastanawiam zawsze jak we dwie osoby plus dwa koty dajecie finansowo radę kiedy pracujesz na pół etatu. To w ogóle możliwe w dzisiejszych czasach? Jeszcze mieszkanie wyremontowaliście. Ja z chłopem mamy pełne etaty, nie jesteśmy rozrzutni, pies i królik trochę kosztują, jestem tak zmęczona, że ani na książki ani na hobby siły nie mam, a tu jeszcze dom i zwierzaki trzeba ogarnąć.
Naświetlając historię od początku – zaczynałam prowadzić instagrama jak pracowałam na pełen etat w korpo, mój Mati też chwilę później zaczął pracować na pełen etat w tym samym korpo, więc mieliśmy dwie wypłaty z pracy. Nie mieliśmy tych żadnych na głowie dodatkowych wielkich zobowiązań, po prostu utrzymanie siebie na co dzień i robiliśmy to na styk, czasami się udało coś odłożyć, czasami trzeba było z tej odłożonej kupki skubnąć, jako tako dawaliśmy radę. Jakąś kwotę udało się uzbierać, a to sprawiło, że mogliśmy w ogóle zacząć myśleć o remoncie naszej nowej lokalizacji. Mój zarobek w social mediach był jeszcze żaden i jak już był, to w ramach działalności nierejestrowanej, czasami rozpisywałam jakiś plan treningowy, ale to była kwestia kilkuset, max tysiąca złotych miesięcznie. Dobrze wiemy, że to się potrafi rozpłynąć w sekundę jak trzeba iść do lekarza i kupić jakieś leki.
Remont oczywiście przybrał formę kuli śnieżnej, czyli miało być trochę, zaczęło się toczyć, że więcej, że jeszcze to, jeszcze tamto. Ostatecznie kula okazała się być bardzo duża no i nasze oszczędności przeznaczone na ten remont nie wystarczyły. Mieliśmy opcję albo żyć w rozkopanym mieszkaniu i inwestować w jego wykończenie wszystko co odłożymy, albo mieliśmy też opcję po prostu tą kwotę pożyczyć i później żyjąc już w przyzwoitym mieszkaniu sobie ją spłacać. Właśnie drugą opcję wybraliśmy 🙂
Po drodze moja działalność w social mediach zaczęła się rozkręcać, miałam mniej więcej stały dochód miesięczny ze stałych współprac, do tego zarobki ze współprac jednorazowych okazały się stopniowo rosnąć i pozwoliły na to, żebym zmniejszyła etat w korpo do połowy. To było pierwsze co przyszło mi na myśl, żeby dać sobie większą ilość czasu na robienie innych rzeczy w momencie kiedy z sociali i z działalności byłam w stanie mieć taki sam lub nawet troszkę wyższy poziom budżetu miesięcznego jakbym miała w korpo na pełnym etacie, a wraz z każdą kolejną negocjacją, każdą kolejną umową nagle się okazało, że po pierwsze jesteśmy w stanie to mieszkanie wykańczać dużo szybciej, po drugie jesteśmy w stanie sobie zapewnić jakieś tam rzeczy, o których wcześniej nie rozważaliśmy, bo nie był koniecznie niezbędne. Coś, co nie jest niezbędne, ale pomoże w codzienności i jeszcze dwa lata temu absolutnie bym tego nie kupiła, bo wtedy nie spięłabym budżetu za nic, a teraz byłam sobie to w stanie kupić. (kwiecień 2025: pełna zgoda z tym zdaniem, np dopiero teraz, dosłownie dzisiaj zamówiłam w końcu odkurzacz, papa miotło xd) Poza tym, że byłam w stanie zmniejszyć etat i przyspieszyć meblowanie mieszkania, to byłam też w stanie przyspieszyć spłacanie tego co na remont zostało pożyczone i z każdą kolejną współpracą okazywało się, że jesteśmy w stanie spłacić to szybciej niż było to przewidywane – co każdego chyba bardzo by ucieszyło.
Jestem osobą, która bardzo, bardzo lubi i potrzebuje mieć bezpieczeństwo finansowe żeby spać spokojnie, więc zarówno odbudowanie poduchy finansowej po remoncie jak i dokończenie go i spłacenie mi siedziało na łbie. Na początku nie zakładałam, że sociale umożliwią mi przyspieszenie tego, ale okazało się, że tak – jak najbardziej to umożliwiają. To był też po części powód, dla którego zdecydowałam się brać dodatkowe współprace. Nie wyszła z tego żadna tragedia i nie stałam się słupem reklamowym ani nie polecałam nakładek prostujących zęby, jedyna skaza jaką mam to ta, że nie dotrzymałam własnego słowa.
Krótkie podsumowanie w liczbach dla zainteresowanych: (kwiecień 2025: jestem absolutnie po.ebana, że to liczyłam)
Z czystej ciekawości usiadłam i zrobiłam takie bardzo dokładne podsumowanie tego ile było na przestrzeni ostatnich 4 miesięcy u mnie treści reklamowych, a ile nie reklamowych. Dla ułatwienia i przybliżenia Wam, jak to wygląda podzieliłam to na:
– Reklamy full, czyli rolka reklamowa, pełna reklama firmy, informacja, że to jest mój kod rabatowy. To może być też rolka, gdzie często się przewija jakiś produkt, czyli taka rolka na zasadzie: za to mam zapłacone i dokładnie to zrobiłam według scenariusza, na jaki się umówiliśmy.
– Reklamy medium, czyli rolka, która pokazuje coś, co i tak bym pokazała, np. rolki pozowane vs niepozowane, brzuch wypuszczony, brzuch wciągnięty, celulit, pierdu, pierdu, a przy okazji jak coś, to to jest set TEJ firmy. Jakbyście zobaczyli samą rolkę bez żadnego opisu, to jest to rolka niosąca wartość niezależną od tego, czy jest tam logo czy go nie ma.
Skoro już mamy wyjaśnioną nomenklaturę to tutaj podsumowanie:
Czerwiec: pojawiło się u mnie łącznie 20 rolek, w tym 1 z nich to była full reklama, a 5 z nich to były reklamy medium.
Lipiec: pojawiły się u mnie łącznie 23 rolki, z czego 3 z nich to były full reklamy, a 6 z nich to były reklamy medium.
Sierpień: pojawiło się łącznie 18 rolek, z czego full reklamowa była 1, a 3 to były reklamy medium
Wrzesień (film powstawał mniej więcej w drugiej połowie miesiąca): na ten moment pojawiło się łącznie 11 rolek, z czego 4 z nich było full reklamowych, a medium reklamowych były 3.
Osobiście uważam, że jest spoko tym bardziej, że tych full reklamowych wypada naprawdę niewiele, a jeśli da się full reklamową zrobić tak, żeby jeszcze zawierała chociaż jakiegoś śmieszka, to uważam, że jest w porządku. Możecie się śmiało wypowiedzieć na ten temat. Jestem tak srogo pierdolnięta, że policzyłam również wszystkie storiesy z 4 miesięcy, a jak wiecie, lub nie wiecie, ja tego wrzucam dosyć sporo.
Czerwiec 2024: łącznie 264 kafelki na story z czego 218 zwykłych, najzwyklejszych bez żadnych reklam, 16 takich medium reklamowych, a full reklam było łącznie 30. Czyli mamy 218 zwykłych i łącznie 46 jakikolwiek reklamowych.
Lipiec 2024: łącznie 258 kafelków na story, zwykłych kafelków 204, 28 medium reklamowych, 26 full reklamowych. Łącznie 54 jakikolwiek reklamowe.
Sierpień 2024: łącznie kafelków 233, w tym 10 medium reklam i 33 full reklamy
Wrzesień 2024: do dnia dzisiejszego pojawiło się łącznie 174 kafelki, z czego 131 jest całkowicie najzwyklejszych, 15 jest medium reklamowych i 28 jest full reklamowych. Czyli mamy 43 reklamowe 131 zwykłych.
Nie wiem, czy kogokolwiek to interesuje, natomiast mnie bardzo usatysfakcjonowało zrobienie sobie takiego porównania. Ciekawe jest to zobaczyć w cyferkach, ja lubię widzieć wszystko w cyferkach. Okazuje się, że te wartości są w miarę podobne na przestrzeni miesięcy, czyli nie jest tak, że mam tego teraz dużo więcej, natomiast może to być bardziej odczuwalne właśnie dlatego, że wcześniej to były tylko stałe współprace, a teraz pojawiały się też raz na jakiś czas takie pojedyncze.
A jeśli chodzi o swoje produkty, czyli ebooki:
Uważam, że jedną z najbardziej odpychających rzeczy na profilach jakichkolwiek influencerów jest to, kiedy influencer, który wcześniej wrzucał jakieś tam treści i one były fajne, nagle wszystko co wrzuca obraca się wokół reklam w stylu “szczegóły znajdziecie na kursie online”, “więcej w moim ebooku”, “mojego ebooka znajdziecie tu i tu w promocji jeszcze tylko dzisiaj, potem cena znacznie wzrasta”. Niektórzy to robią w natężeniu łagodnym, niektórzy w średnim, a jeszcze inni robią tego bardzo dużo. Jakiekolwiek to jest natężenie, mnie od zawsze strasznie odpychało i zawsze się zastanawiałam, czy tak trzeba robić, jeśli chce cokolwiek sprzedać.
Mimo wszystko byłam bardzo zrażona, gdy twórcy przesadzali z ilościami reklam na swoich profilach. Jeśli każdy jeden kafelek mówi o tym, jak bardzo coś niesamowicie zmieni nasze życie, to mam takie poczucie, że ci ludzie robią z odbiorców głupków. Z drugiej strony okazuje się, że Ci odbiorcy jednak dalej tam są… Skoro ta reklama ciągle się dzieje to prawdopodobnie oznacza, że chyba jakiś z niej skutek jest i przynosi jakieś dochody, więc to robią dalej. Natomiast ja takim odbiorcą przestawałam być w momencie, kiedy jakiś twórca zaczynał w ten sposób działać, to mnie na maksa odpychało.
Bardzo nie chciałam się upodobnić do takich twórców, więc dosłownie kilka razy poinformowałam, że zrobiłam ebooki, do tego mam przypięte dwa posty na górze profilu o nich i tyle. Na story raz zdarzyło się że wrzuciłam jakąś niedużą promocję. Jeśli mnie obserwujecie to wiecie, że o nich nie mówię i to jest zaskakująco skuteczne bo one się cały czas sprzedają XD (kwiecień 2025: ONE NADAL SAME SIĘ SPRZEDAJĄ). Wydaje mi się, że działa to tak, że ktoś trafia na mój profil z rolki czy z jakiegokolwiek innego źródła i patrzy z ciekawości na ten link w profilu, klika, sprawdza co tam jest – stronę internetową zrobiłam tak, że jest dokładnie opisane co się w nich znajduje – to produkt sam się sprzedaje.
Być może to też odpowiada na pytanie czemu oni muszą naganiać XD no ale znowu, żeby nie było, że stawiam się za aż tak lepszą od innych ✨💅Z braku naganiania na swoje produkty i braku wmawiania komukolwiek, że one rozwiążą absolutnie wszystkie jego problemy jestem zadowolona i uważam, że to robię bardzo fajnie, natomiast osoby, które kupiły moje ebooki często piszą do mnie z informacją, że naprawdę to jest super i mega im pomogło w rozpoczęciu treningów na siłowni.
tl;dr
Mimo że dla honoru i nie wpadnięcia w bycie typową influencerką chciałam zostać tylko przy 2-3 stałych współpracach, zobaczyłam, że da się robić reklamy tak, żeby nie krwawiły oczy i uszy odbiorców, żeby nikomu nie szkodziły i żebym ja przy okazji mogła zarobić – za czas i energię poświęcaną na codzienną działalność w SM – i zdecydowałam się wybrać tą opcję 🙂
Czytacie to w kwietniu 2025 lub jeszcze później więc widzicie, że nadal mam reklamy i nie planuję przestawać mieć XD skoro są w stanie umożliwić mi pełnoetatową działalność w SM, wypuszczanie mnóstwa jakościowych, merytorycznych i pomocnych treści, które mam czas tworzyć dzięki temu, że nie pracuję już 8h na etacie, tylko w pełni na swoim 🙂