JAK PLANOWAĆ KĄTĘT na social media?

Ten artykuł w formie video:

Dzisiaj kilka słów o planowaniu contentu w social media, kiedy równocześnie ogarniamy etat, studia i życie. U mnie to już etap zamknięty — teraz jestem influencerką na pełen etat — ale wiem, że sporo osób, które mnie obserwuje, dopiero zaczyna lub dopiero planuje ruszyć z contentem i szuka konkretnych wskazówek. A część tych rzeczy nadal stosuję, więc może się przyda.

W przypadku rolek bardziej rozbudowanych niż kilkusekundowy filmik z tekstem na ekranie, nauczyłam się, że naprawdę warto mieć spisany chociażby zarys scenariusza. Nie musi być to dokładna wersja „słowo w słowo”, ale dobrze jest mieć zapisane punkty, o czym chcemy powiedzieć. Często bywa tak, że pomysł pojawia się spontanicznie, ale nagrywamy dopiero za kilka dni — i wtedy już nie do końca pamiętamy, co właściwie mieliśmy na myśli. Dlatego mam swój zeszyt do spisywania scenariuszy rolek i bardzo sobie tę metodę cenię.

Z kolei wszystkie pomysły na krótsze formy, które nie wymagają większego przygotowania (ani scenariusza, ani scenografii), lądują w moim „Final Bossie”, czyli arkuszu Google. Mam tam wszystko ułożone chronologicznie, z adnotacją, czy dany pomysł dotyczy wszystkich moich kanałów, czy tylko np. shortsa, i czy można z tego zrobić coś dłuższego — wpis na bloga, film na YouTube itd. Od razu widzę też, czy mam już scenariusz i czy dany materiał został wrzucony.

Taki system bardzo ułatwia pracę: jeśli akurat nie mam energii na nagrywanie, mogę skupić się na pisaniu scenariuszy. A kiedy pojawi się wena i czas na nagrywki — wszystko mam gotowe i mogę działać bez chaosu.

Mam też planer – taki życiowy, nie socialmediowy – w którym ogarniam studia, pracę i wszystkie rzeczy „poza”, bo jestem typem człowieka, który bez planera nie funkcjonuje. Wpisuję tam rzeczy do zrobienia na dany dzień, ale też różne notatki w stylu: „zmontować to”, „dodać napisy do tamtego”, „przygotować coś”, „wrzucić coś”. Traktuję to jako codzienne To Do, takie szybkie zadania.

Jeśli mam coś związanego z social mediami do zrobienia, to nie wpisuję sobie w Final Bossie, że np. w środę fajnie byłoby zmontować film nr 52. To już zapisuję w planerze dziennym, bo wiem, ile czasu realnie danego dnia będę mieć.

Mam też niedatowany tygodniowy planer, z którego korzystałam zawsze wtedy, gdy wiedziałam, że najbliższy tydzień będę mieć luźniejszy, np. podczas urlopu. Zwykle planowałam wtedy nagrywki – żeby zrobić trochę materiału na zapas. W tym tygodniowym planerze rozpisywałam sobie szczegółowo, co dokładnie i którego dnia mam nagrać.

Jeśli wiedziałam, że mam kilka rolek do nagrania, które mogę zrobić w domu, to planowałam je hurtowo – jednego dnia ogarniałam wszystkie. To zresztą rada, która nadal jest bardzo aktualna – pozwala oszczędzać czas i działać o wiele efektywniej. Kolejnego dnia planowałam np. napisanie artykułów na bloga związanych z tymi rolkami, a jeszcze kolejnego – nagrywanie b-rolli, czyli tych krótkich, ładnych przebitek: jak coś piszę, jak piję kawę, spaceruję, przytulam kota… wiecie, o co chodzi.

Jeśli jesteście moimi wiernymi widzami i oglądaliście odcinek, w którym mówiłam o łapaniu pomysłów – na przykład przez zapisywanie ich w notatkach w telefonie – to wiecie, że ja bym na samych notatkach nie poprzestała. Kiedy w mojej głowie dzieje się dziesięć pomysłów na raz, to notatki po prostu nie są dla mnie wystarczająco kreatywnym narzędziem, żeby to wszystko ogarnąć. Poza tym – ja muszę pisać fizycznie. To mi lepiej porządkuje myśli.

Podsumowując ten chaotyczny potok porad: przy dłuższych materiałach naprawdę warto rozpisać sobie scenariusz – chociażby w formie punktów. A jeśli czujecie taką potrzebę, to nawet bardziej szczegółowo. Dzięki temu nagrywanie pójdzie szybciej, będzie mniej cięć i mniej powtórek.

Zdecydowanie polecam też stworzyć sobie listę pomysłów – zarówno tych większych, jak i mniejszych. Fajnie mieć ją w podręcznej wersji, np. na Dysku Google, bo wtedy można łatwo dopisać coś na bieżąco, także z telefonu.

A jeśli chodzi o sprawy okołotwórcze – montaż, napisy, publikacje – to u mnie sprawdza się po prostu codzienna To Do lista. Dzięki niej wiem, czym mam się zająć konkretnego dnia i łatwiej mi się tego trzymać.

Dodaj komentarz