Męskie body positivity?

Ten artykuł to transkrypcja filmu:

Mówimy coraz więcej o toksycznych standardach dotyczących kobiecych sylwetek. Ruch body positive ma się coraz lepiej, jest coraz głośniejszy. Co prawda miejscami zmierza w niekoniecznie dobre strony, ale generalnie słychać o nim coraz szerzej, głośniej, bardziej.

Nie da się ukryć, że dużym problemem jest to, że spora część internetowej męskiej populacji faktycznie napatrzyła się na idealne wyidealizowane obrazki kobiecego ciała, czy to w filmach dokumentalnych dla dorosłych, czy w social mediach, gdzie wszystko potrafi być bardzo podrasowane i ten idealnie ustawiony, ubrany, umalowany wygięty w lędźwiach, czasami wyfotoszopowany ideał stawiają jako wzorzec kobiecego ciała, niekoniecznie mając do czynienia z faktycznymi kobiecymi ciałami na co dzień (i z kobietami tak ogólnie).

O tym się już mówiło i się mówi, i nie mówię, że nie jest to problem, bo w zasadzie na tej bazie – na bazie omawiania tego problemu – zbudowałam sporą część swojego profilu.

Mówiąc o tym często i głośno sama cały czas spotykam się z komentarzami od mężczyzn (operujących oczywiście najczęściej anonimowymi kontami) w moją stronę, że wyglądam bardzo tragicznie, źle, nadwaga, otyłość, hemoglobina, taka sytuacja.

Więc to nie tak, że zmieniam teraz narrację na to, że kobiety bebe a mężczyźni ojoj, trzeba głaskać po główce, tylko moją uwagę przykuło to, że o ile o nas się już mówi i zaczyna to być rozumiane, i zaczyna to docierać do coraz większej ilości społeczeństwa, tak o mężczyznach nie i razem z tym, że chłopaki nie płaczą, przyzwyczailiśmy się, że chłopaki nie mówią, jak jest im z czymś ciężko.

Mówimy głośno i donośnie o tym, że dziewczynki dorastają w przekonaniu, że nie są wystarczająco ładne, wystarczająco dobre, ogólnie wystarczające – bo tak jest. Mamy na to już coraz więcej przykrych danych.

Ale czy dzieciństwo chłopców jest tak kolorowe, jakby się mogło wydawać? Według badań przedstawia się lepiej niż dzieciństwo dziewczynek, ale nadal nie idealnie. No dobra, „idealnie” to jest – niezależnie od kontekstu – bardzo śliskie słowo, ale chłopcy też dorastają w przekonaniu, że jedyny prawidłowy wzorzec męskości to wielki, silny, umięśniony chłop, szarmancki, zawadiacki. No zastanówcie się, co wam na pierwszy rzut oka na pierwszy rzut mózgu przychodzi do mózgu, jak pomyślicie o słowie „męski”? Jakie kolejne epitety pojawiają się w waszej głowie?

Jakby się tak zastanowić, to ile kobiecy wzorzec idealnej sylwetki zmieniał się na przestrzeni lat (raz mamy być chude, raz szczupłe, raz takie w sam raz, raz bardziej „rubensowskie”, idzie się pogubić) i o tym mamy już wiele materiałów, tak męskie sylwetki? Wzorzec idealnej męskiej sylwetki, w moim odczuciu cały czas pozostawał bardzo zbliżony. Umięśniony i docięty, po prostu z czasem coraz większy. To, co było imponującą muskulaturą za czasów naszych rodziców i dziadków teraz jest nazywane sylwetką chłopaka, który ledwie zaczął chodzić na siłownię – „inflacja sylwetkowa” ma się świetnie. Ale „baza” jest ta sama.

Całe te rozmyślania na temat męskiego body positive wzięły mi się stąd, że ostatnio wróciłam do czytania książek, takich lekkich książek, więc w pierwszej kolejności sięgnęłam po to, co było najbardziej popularne czyli po fantasy i romantasy i po przeczytaniu kilku serii i zauważeniu bardzo podobnych schematów, które owszem, może i nie wpływają na to, że ta książka dalej jest przyjemna w czytaniu (po prostu mózg się relaksuje, jak ja to często ujmuję – jak to czytam, to czuję się jakby mój mózg był na placu zabaw i w kuleczkowie, bo nie musi rozkminiać, analizować, tylko po prostu lekko i przyjemnie i miło spędza czas).

Może i nie wpływa, ale te powtarzające się wzorce odnośnie głównych bohaterów zaczęły mnie po prostu kłóć.

Wspólny mianownik każdego głównego bohatera: niezwykle przystojny, wysoki, z hipnotyzującymi oczami, doskonale umięśniony, emanuje fizycznym pięknem i dominującą aurą władzy, ciało umięśnione, ale harmonijne, jego idealność podkreśla ta uwodzicielska pewność siebie. Uosobienie piękna i władzy.

Pierwszą moją myślą na ten temat to było to, że krzyczymy na mężczyzn, że naoglądają się tych wyidealizowanych sylwetek (w filmach dokumentalnych dla dorosłych i w ogóle i tak dalej) i później oczekują, że kobieta będzie tak wyglądać i się tak zachowywać.

A potem sięgamy po takie książki i czytamy o tych walecznych wojownikach, elfach, fae, gladiatorach, rycerzach, no ale przecież my wiemy, że to jest fikcja i to książka i w ogóle.

No a oni nie wiedzą, że to jest tylko film i fikcja?

Nie miałam jakiegoś zawrotnego grona znajomych mężczyzn, ogólnie – nigdy nie miałam zawrotnego grona znajomych XD więc no, nie mam dużej grupy badawczej znajomych mężczyzn, z którymi doszłabym w jakiejś rozmowie do etapu gdzie dowiedziałabym się o ich kompleksach, przemyśleniach na temat swojego ciała, ale z tą nieliczną garstką, z którą rozmawiałam na ten temat… ta rozmowa nie była lekka i przyjemna. Żaden z tych chłopaków, mężczyzn nie był w pełni zadowolony ze swojej sylwetki.

Każdy miał ukryte kompleksy, o których mówił tak, żeby nie wyszło, że jakieś są jakimiś wielkimi kompleksami. No przecież jak to – facet ma mieć problem?

Super jestem i tak dalej w ogóle, a jak wspominam o tym że jestem chuchro bez mięśni to przecież mówię to w żartach, no nie?

Ale to tam było. To było bardzo wyczuwalne. Im w bliższej relacji z kimś jesteśmy, tym bardziej umiemy wyczuć to, czego nie mówi. Wydaje nam się, że ktoś jest zadowolony z siebie, bo tak się zachowuje, ale dokopujemy się głębiej i się dowiadujemy, że no właśnie wcale niekoniecznie. Często też za kompleks albo za jakąś swoją wadę uważając coś, na co my w życiu byśmy nie zwrócili uwagi (w negatywny sposób).

No ale wiemy, jak to z kompleksami jest – nie charakteryzują się zbytnią logiką.

Całkowicie akceptowalne jest – w sensie hmm, nikogo nie dziwi to, że kobieta mówi „aaa, przytyło mi się, ostatnio”, „za gruba jestem”, „muszę schudnąć”, ale jak mówi coś takiego facet? Dziwnie mi jest z myślą, że facet miałby mówić w towarzystwie coś negatywnego na swój temat na poważnie, a nie w jakimś żarcie (który często wcale nie jest żartem, tylko zawoalowaną prawdą). A jak to się dzieje, to to nie jest naturalne, w sensie – nie jest naturalne w standardach normalności, naturalności, jaką stworzyliśmy.

Drugi czynnik, który skłaniał do tych przemyśleń i podzielenia się tymi przemyśleniami z szerszym gronem  to dwa filmiki w sieci, pierwszy – od zagraniczny trenera. Pokazał, jak wygląda jego sylwetka po 14 latach treningu. A wygląda zajebiście.

Ludzie w komentarzach sądzą nieco inaczej, piszą, że po takim czasie powinno być dużo lepiej, że może sięgnij po pomoc jakiegoś profesjonalnego trenera, że 14 lat? chyba raczej 14 miesięcy.

Mój narzeczony, zainspirowany tym filmikiem zrobił swoją wersję i w Polsce jak się okazało z tymi komentarzami jest jeszcze gorzej. Mateusz zaczynał od wagi około 60 kg przy wzroście prawie 2 metry – zawsze miał problemy z przybraniem na wadze.

Zabrał się na to „na pełnej”, dobrym podejściem, z chęcią przymasowania, zbudowania mięśni, no i zbudował – około 30-35 kg i pokazał, jak wygląda jego sylwetka po tych latach treningów. W opisie wspomniał o tym, od czego zaczynał, od jakiego punktu (skrajnej niedowagi).

Niektórzy ludzie nie przeczytali, a inni przeczytali, ale całkowicie nie interesowali się tym, co przeczytali, bo i tak mieli swoje zdanie na ten temat.

I to zdanie brzmiało: ja trenuję 3 miesiące i wyglądam dużo lepiej. Robisz coś nie tak. Chyba tylko przechodziłeś koło tej siłowni, ale to trzeba nie tylko przechodzić, trzeba tam jeszcze trenować. Gościu co w 7 lat stracił 7 lat. Zamknięte było? Więcej mięśni bym zrobił przechodząc obok siłowni przez rok, co ty robiłeś przez te 7 lat?

I tu przechodzimy do dużego problemu jakim jest fitnessowy instagram i social media, #gym, #gymrat. Tak jak kobiece ambasadorki gymsharka bywały moim punktem odniesienia w wielu filmikach, tak tutaj męscy ambasadorzy gymsharka sprzed kilku lat też mogliby nimi być (później gymshark poszedł troszkę w innym kierunku, ale wcześniej było bardzo… no, generalnie panował jeden typ sylwetki, jeden typ sylwetki był kojarzony z sylwetką pod tytułem „widać, że chodzi na siłownię i w ogóle tak powinien wyglądać trenujący facet”).

Przy przedstawianiu męskiej sylwetki można zastosować tak samo dużo – jak nie więcej -trików, jak w przedstawianiu damskiej sylwetki. Najlepsze fotki i filmiki są z dobrą pompą po treningu, do tego celowo rozsmarowana oliwka albo spryskanie wodą do sesji zdjęciowych, przypatrzcie się też na opaleniznę – ona bardzo mocno wpływa na widoczność mięśni. Myślicie, że czemu kulturyści na scenie wyglądają, jak wyglądają? Na bladym ciele dużo gorzej widać te mięśnie. Blade ciało z większymi mięśniami będzie wyglądać na mniej umięśnione niż opalone ciało z mniejszymi mięśniami.

No i co się tutaj dzieje? Pierwsza rzecz, jaka trafia do często nastolatków, którzy do sieci wchodzą z chęcią poszukania informacji o tym, jak zbudować mięśnie, jak „przypakować” to takie profile prowadzone przez takie osoby, które tą sylwetkę osiągnęły często owszem, katorżniczą pracą – jej im nie odmawiam i nie mówię, że jej nie podjęły, nie mówię, że poszły na skróty i tak dalej – ale to często… albo prawie zawsze jest to wsparte „odpowiednimi” środkami. Ile macie znajomych, którzy tak wyglądają tak na co dzień? W codziennym życiu? To nie jest standard, to nie jest tak, że facet po pochodzeniu na siłownię dwa czy trzy lata będzie tak wyglądał, ta sylwetka to jest często efekt masy-redukcji-masy-redukcji, wspomagania się środkami – często nielegalnymi, często nieobojętnymi też dla zdrowia i bardzo często to wszystko jest kierowane bardzo mocną nienawiścią wobec siebie. To nie jest tak, że on patrzy w lustro i mówi „o, zajebiście wyglądam, taki dowalony i w ogóle”. On cały czas widzi, że tu za mało, tu źle, to trzeba poprawić.

To często nie są szczęśliwe osoby. Przez chwilę dłuższą chwilę obracałam się w tym środowisku – długo, długo trenując na siłowni, gdzie byłam jedyną w sumie dziewczyną xd później pracowałam tam mając kontakt z bardzo wieloma klientami, trenerami, wszystkimi. Pracując tam, zbierałam strzykawki z męskich szatni.

Od momentu, kiedy jakiś chłopak zacznie chodzić na siłownię, do momentu, kiedy pierwszy znajomy, kolega, czasem nawet trener, da mu znać, że można tak sobie pomóc, żeby szybciej były efekty i żeby w ogóle fajniej, no i zaczyna się przygoda ze środkami.

Czy można z głową do tego podchodzić? No można. Można się wspomagać i ciężko pracować nad treningiem i dietą, a farmakologią sobie pomóc osiągnąć jeszcze lepsze efekty, ale uwierzcie, że mało kto umie to robić z głową. Większość bazuje na tym, co kolega powiedział i tym co kiedyś wyczytali na jakiś tam forum.

Więc mamy wzorzec jaki mamy, pod hasztagami #trening, #siłownia, #motywacja są takie a nie inne męskie sylwetki i wchodzącemu w ten świat młodemu chłopakowi bądź mężczyźnie wydaje się, że do takiej sylwetki musi dążyć. Że tak powinien wyglądać, jeśli tak nie wygląda, to coś na pewno robi nie tak.

Tymczasem faceci, którzy sobie trenują – często bardzo dobrze, funkcjonalnie dla zdrowia – nie wyglądają w ten sposób. No bo nie muszą. Nie ma takiego obowiązku, żeby celem faceta każdego, który udaje się na siłownię było narzucenie na siebie kilkadziesiąt kilogramów masy mięśniowej i docięcie się tak, żeby było widać każdy prążek na bicepsie i barku.

Mężczyznom jest prościej budować masę mięśniową – co do tego nie ma żadnych wątpliwości, jest to fizjologicznie oczywiste, ale to nie znaczy, że chwila moment, pyk, kilka treningów i facet będzie tak wyglądać, jeśli się „przykłada” do treningów.

Owszem, niektórzy mają super genetykę – bo to też ma duże znaczenie – i po całkiem niedługim czasie treningu wyglądają naprawdę „wow”.

Ale tak jak i u nas – są dziewczyny, które mają naturalnie super wcięcie w talii szczuplutkie nogi, ale… to nie jest standard, to się nie zdarza tak często, jak nam się wydaje, że się zdarza (bo w sieci oglądamy głównie takie typy sylwetek. Te „mniej wow” typy sylwetek mało kiedy się pokazują (teraz coraz częściej, ale wciąż nie super często)).

Często zawsze zastanawiało mnie, ilu chłopaków i mężczyzn podejmuje przygodę z treningami z siłownią, dlatego że chcą być na przykład sprawniejsi, lepiej sobie radzić i funkcjonować w codziennych czynnościach, pozbyć się jakiegoś bólu albo po prostu trenować dla zdrowia, albo dlatego, że sprawia im to frajdę i po prostu to lubią – a ile poszło tam i zaczęło trenować tylko z tego powodu, że ktoś się śmiał, że „chudy szczypior”, „jak ty wyglądasz, zrób coś ze sobą”. No to zrobił.

Ile chłopaków i mężczyzn tak naprawdę uwielbia biegać, jeździć na rowerze, chodzić po górach, cokolwiek, ale chodzą na tą siłownię i masują i rzygają po tej kolejnej wielkiej porcji jedzenia, bo trzeba dobić kalorie, jak wyrzygają, to idą jeść z powrotem, bo trzeba przecież dobić kalorie, trzeba przymasować i robią to wszystko, żeby wpasować się w ten standard, żeby nie słyszeć, że są szczypiorem?

Nieśmiało pojawiają się w tej przestrzeni medialnej te treści w stylu „jak wyglądam po tylu latach treningów”, super – ale to dopiero jakieś dosłownie przebłyski, okruszki. Potrzebujemy tego więcej.

Bo patrząc na kobiety – im więcej się o naszym body positive mówiło, tym bardziej my czułyśmy przestrzeń, żeby podzielić się swoimi doświadczeniami, przeżyciami, wielkimi kompleksami, problemami, żeby bardziej się otworzyć na ten temat i żeby ostatecznie sprawić, że coraz częściej w tej sieci pokazywane są też inne sylwetki niż te kanonicznie idealne.

Mężczyźni moim zdaniem nie mają na coś takiego miejsca, patrząc chociażby na to, co dzieje się pod taką rolką jak omawiana powyżej. Oglądasz, myślisz sobie jako facet – „o, fajnie! Fajna, normalna sylwetka, też trenuje i tak wyglądam, w końcu nie jakiś napompowany kulturysta w internecie”, no i wchodzisz w sekcje komentarzy – i widzisz to co widzisz.

Co z tego, że czuję się sprawnie, dobrze, zdrowo? Okazuje, że masz wyglądać jak kombajn, maszyna, czołg i tyle.

Nie wydaje mi się, żeby szybko to nastąpiło, że faceci znajdą poczucie na tyle bezpiecznej przestrzeni, żeby w ogóle powiedzieć, że „tak mam kompleksy, takie i takie, i w ogóle to nie podoba mi się to, że oczekuje się ode mnie, żebym miał takie i takie ciało”.

Nie sądzę, żeby mieli miejsce na powiedzenie, że tak, boli ich to, że oczekuje się od nich, że będą mieć idealnie spompowaną klatę – bo przecież płaskiego cyca nie wolno mieć. Trzeba mieć klatę jak gladiator. Że czemu masz takie rączki, jak niteczki? Weź tam w ogóle się za siebie, bicepsa powinieneś przypakować.

Jeszcze jedna ważna sprawa odnośnie tego budowania mięśni. Inaczej będzie z budową mięśni na sylwetce dwumetrowego faceta, który wszystkie kości ma długie. Tym bardziej jeśli startuje, to jak jest na przykład właśnie omawiany przeze mnie Mateusz, ze skrajnej niedowagi. Na takiej osobie nie będzie bardzo drastycznie widać, że narzuciła 10 kg masy mięśniowej – chociaż to jest bardzo dużo. A na facecie, który ma 170 czy 175 cm wzrostu i zaczynał już z wagi 70-80 kg? On zrobi lekką redukcję, żeby ten body fat zredukować odrobinkę, zrobi jedną porządną masę, w której narzuci 5, 8 kg mięśni. I to będzie przemiana godna podziwu. Tam będzie widać efekt od razu, bo im niższym się jest, tym bardziej się wygląda na „napakowanego”. A żeby dwumetrowiec wyglądał na napakowanego, no to musi horrendalną ilość tychże mięśni na siebie narzucić.

Świadomość tych anatomicznych fizjologicznych różnic między różnymi sylwetkami, coś ten tego? Nie, absolutnie każdy ma wyglądać jak czołg, jak terminator, jak Rhysand z ACOTAR.

Oczywiście nie mogę sobie rościć prawa do wypowiadania się na temat męskich kompleksów sylwetek problemów jakoś tak w pełni, no bo nie jestem mężczyzną, ale chciałam ruszyć ten temat tak czy siak czy siak, bo uważam, że fajnie byłoby jakkolwiek go zapoczątkować w tej polskiej przestrzeni social mediowej.

To jest właśnie taka pogadanka na przetarcie szlaków w tej tematyce.

Dodaj komentarz