Jak słuchać swojego ciała? Odpoczynek, odpuszczanie i życie w kulturze zapierdolu

Ten artkuł w formie video:

 

Idealność mediów społecznościowych i świat dookoła pokazują nam obraz nieustannego zapierdzielania – bycia w trybie terminatora 24/7. Trzy firmy, własny biznes, rozwój osobisty, jacht na Malediwach, wszystko ogarnięte, wszystko idealne. A tymczasem taki zwykły gorszy dzień pod kocykiem? Trzeba się z tego tłumaczyć.

Dzisiaj właśnie o tym pogadamy – o presji ciągłego działania i o tym, dlaczego warto się temu sprzeciwić. O tym, jak ważne jest, żeby naprawdę słuchać swojego ciała. Zwłaszcza wtedy, kiedy ono wyraźnie daje nam znać, że potrzebuje odpoczynku.

Dlaczego to takie trudne? Częściowo już o tym wspominałam – bo wszędzie, szczególnie w internecie, odpoczynek przedstawiany jest jako coś dla słabych. Albo coś, co się robi dopiero na emeryturze. Funkcjonujemy w kulturze wiecznego zapierdolu. Albo – mówiąc bardziej oficjalnie – w kulturze toksycznej produktywności. No a co z naszym ciałem i zdrowiem? Czy naprawdę jesteśmy stworzeni do działania na pełnych obrotach non stop? Bo w dzisiejszym świecie wygląda to trochę tak, że jeśli nie jesteś w trybie terminatora, to znaczy, że coś jest z tobą nie tak. A sukces? Kojarzy się raczej z ciągłym robieniem, z poświęceniem wszystkiego – łącznie z samym sobą – w walce o to mityczne „lepsze jutro”.

Problem polega na tym, że ta nieustanna pogoń za sukcesem bardzo często kończy się wypaleniem. Nie da się działać na pełnych obrotach bez końca. Czasem nawet nie wiemy, za czym konkretnie gonimy – ale gonimy, bo przecież trzeba. Bo wszyscy dookoła biegną. A przecież żadna bateria nie jest nieskończona. Każda się w końcu rozładowuje. I każda potrzebuje ładowania. My też.

Tylko że my nie potrzebujemy tego odpoczynku dopiero wtedy, kiedy już padniemy i wszystkie systemy się wywalą. Potrzebujemy go wcześniej. Regularnie. Na co dzień. Bo owszem, czasem trzeba wejść w tryb terminatora – są takie okresy, sytuacje, projekty. Ale to powinien być wyjątek, nie codzienność.

Z telefonem przecież też nie dopuszczamy do tego, żeby zjechać baterią do 0% codziennie, bo wiemy, że to źle wpływa na jego działanie. Więc czemu ze sobą mamy robić inaczej? My też się rozładowujemy. I jak osiągamy to 0%, to skutki są dużo gorsze niż przy rozładowanym telefonie xd To są skutki zdrowotne, psychiczne, emocjonalne. Więc może jednak warto zawczasu podpiąć się do ładowarki. I w sumie… na tym można by ten tekst zakończyć. Nie bądź cały czas w trybie terminatora, nie doprowadzaj się do 0%.

Wiemy już, że łatwo nie będzie, bo otoczenie krzyczy nam w twarz, że trzeba zapierdalać. Trudno się temu przeciwstawić.  Ale serio – warto.

Jak rozpoznać, że za długo siedzimy w tym ultra-wydajnym trybie? Te sygnały na początku nie są wcale oczywiste. Są subtelne. I właśnie wtedy trzeba je wyłapać – zanim zrobi się naprawdę źle. Bo im szybciej zareagujemy, tym szybciej wrócimy do równowagi. I nie – nie po to, żeby znowu zacząć zapierdzielać. Tylko po to, żeby być w stabilnym miejscu. Żeby działać w równowadze, nie lecieć na rezerwie.

Odpoczynek nie jest nagrodą za zapierdol. Odpoczynek to potrzeba. To fundament.

Co jest ewidentnym sygnałem, że potrzebujemy odpoczynku?

Zmęczenie. Takie, które nie mija, nawet jeśli się wyśpisz. Problemy ze snem – trudności z zasypianiem, zbyt wczesne wybudzanie się albo przeciwnie: spanie zbyt długo i dalej czucie się niewyspanym. Zmiany apetytu – brak apetytu, który utrzymuje się dłużej, albo wręcz przeciwnie: apetyt tak duży, że trudno nad nim zapanować. Ciało próbuje w ten sposób nadrobić nadmiar energii, który wydatkujemy, żyjąc w trybie wiecznej wydajności.

Dla każdego może to wyglądać trochę inaczej – u jednych stres i przemęczenie powodują spadek łaknienia, u innych przeciwnie. Ale jeśli zauważysz jakiekolwiek wyraźne odstępstwo od tego, co dla Ciebie normalne, to warto się przy tym zatrzymać.

Do tego drażliwość, impulsywność, bóle głowy albo inne dolegliwości ciała. Stres często gromadzi się w konkretnych miejscach – u każdego trochę inaczej. Plecy, kark, szczęki, brzuch. I bardzo często to ignorujemy. Myślimy, że „samo przejdzie”. Ale to wcale nie musi przejść – wręcz przeciwnie, może się nasilać.

Więc jeśli widzisz, że jesteś nieustannie zmęczona mimo prób odpoczynku, że nie masz energii ani motywacji do rzeczy, które kiedyś Cię cieszyły, to prawdopodobnie Twoje ciało daje Ci wyraźny sygnał: czas naładować baterię.

Dobra, zdecydowaliśmy, że idziemy pod prąd. Ale wiadomo – po drodze będziemy mijać spojrzenia ludzi, którzy z prądem zapierdalają. I to często właśnie oni narzucają tempo tej rzeki, tworząc atmosferę, w której toksyczna produktywność staje się normą. No i pojawia się pytanie:

Jak odpoczywać bez poczucia winy?

To może zabrzmieć nieelegancko, ale… jesteście od nich krok dalej. Uświadomienie sobie, że odpoczynek to podstawowa potrzeba, to już jest oznaka wyższego poziomu samoświadomości xD Troska o siebie, która nie sprowadza się do kolejnej kawy i maseczki nawilżającej, tylko do realnego ogarniania własnych zasobów. Ale dobra, nie mówcie nikomu, że tak powiedziałam.

Tak serio – nawet jeśli ta analogia nie jest idealnie zdrowa, to może pomóc osobom, które nie potrafią jeszcze odpoczywać bez celu. Załóżmy, że zapierdzielacie po coś – po jakiś konkretny cel. Nie oceniam. Po prostu zakładamy, że macie cel. I teraz: jeśli ciśniecie bez przerwy, to prędzej czy później was poskłada. I wtedy cały ten cel może się znacznie oddalić. A jeśli zamiast tego zaczniecie robić regularne przystanki na podładowanie baterii, to – paradoksalnie – ten sam cel możecie osiągnąć szybciej. Bo nie odpadniecie w połowie drogi.

To oczywiście nadal jest narracja osadzona w zapierdolu, tylko że bardziej strategicznym. Ale jeśli ktoś tkwi głęboko w tej kulturze “muszę cały czas działać”, to może chociaż ta myśl – że odpoczynek nie spowalnia, tylko pomaga – będzie pierwszym krokiem do zmiany perspektywy.

A później, już krok po kroku, może uda się dojść do momentu, w którym człowiek zrozumie, że nie każdy cel wart jest tego, żeby się dla niego zaharowywać.

Ale spokojnie – dziś tylko robimy pierwszy krok: wynurzamy się lekko z tej rwącej rzeki i łapiemy powietrze. Jeszcze nie trzeba płynąć na brzeg, ale warto przynajmniej przestać tonąć.

Z bardziej zdrowej perspektywy – odpoczynek to taka sama potrzeba jak jedzenie, picie, spanie czy oddychanie. Bez niego po prostu nie da się funkcjonować. Najprostsza analogia? Urządzenia elektroniczne. Korzystamy z nich non stop, ale one też potrzebują „papu” – baterii, energii, prądu. My też nie działamy na samym powietrzu. Jedzenie, picie i sen to jedno, ale czasem potrzeba nam po prostu resetu, odcięcia się, zawinięcia pod koc i wyłączenia wszystkich trybów. Nie jesteśmy robotami. A nawet roboty trzeba ładować tak w sumie xd nas – tym bardziej.

W tym miejscu warto wspomnieć o naszych cudownych to-do listach i planerach produktywności. Bardzo często to właśnie one przyczyniają się do przeciążenia. Co innego, jeśli postanowię zrobić generalne porządki i skończy się na kilku szafkach – luz. Co innego, jeśli zobowiążę się być w piętnastu miejscach naraz, ogarnąć milion spraw. Wtedy działamy na oparach, wywiązujemy się z obowiązków ostatkiem sił… a potem jesteśmy kompletnie rozładowani.

Dlatego jeden z najlepszych tipów to nie brać na siebie za dużo. Jesteś człowiekiem, nie robotem. Nie ogarniesz wszystkiego w jeden dzień. Nawet jeśli wszystko wydaje się ważne, to nic się nie stanie, jeśli coś odpuścisz. Natomiast dużo może się stać, jeśli odpuścisz odpoczynek.

I właśnie dlatego – planuj odpoczynek tak samo jak wszystko inne. Nie „jak skończę wszystko, to może się położę”, tylko z góry ustalony, nienaruszalny czas: „o 16 koniec, odkładam wszystko, resetuję się, wyciszam, głaszczę kota, gapię się w drzewa, nie myślę o liście rzeczy do zrobienia – po prostu odpoczywam”.

Bo jak wiemy – każde urządzenie w trybie ultra wydajnościowym w końcu się przegrzeje i padnie. My też. Więc może zamiast cisnąć jak maszyna, zacznijmy się traktować po prostu… jak ludzie.

Myślałam, że bardziej podniośle to zabrzmi i w ogóle będzie jakieś takie bardziej, ale mam nadzieję, że i tak coś tam wam w głowach zostanie. 

Dodaj komentarz